Zasada numer jeden
Nie robimy interesów ze znajomymi/rodziną!
Radzę się jej trzymać. Myślałam że ja jestem mądrzejsza, że jestem ponad to, a przyjaźń jest silniejsza.
Eh...
Czułam się lepsza, a jestem jak wszyscy...
Każdy jest taki sam, nie wiem skąd przypuszczenie, że mnie to nie dotyczy :(
Z Mizią przyjaźnimy się od liceum... Kurcze to już jakieś 16 lat...
Wszystko zostało zrujnowane przez remont jaki robił w moim domu jej narzeczony z kolegą.
Remont trwa i trwa.... Końca nie widać. Moja cierpliwość i M. została już dawno wyczerpana.
Cóż mogę powiedzieć. Przyjeżdżali na 10 wyjeżdżali koło 16, czasem wcześniej koło 15, a kilka razy się zdarzyło że koło 17. Nie pojawiali się w pracy i rzadko się zdarzało że dawali znać że ich nie będzie. Średnio w tygodniu przepracowali 3 dni, bo w pozostałe dwa jakoś ciężko było dojechać.
W piątek nie wytrzymałam gdy odwalili kolejną fuszerkę, a po zwróceniu im uwagi Artur (jeden z robotników) się oburzył, że śmiem go krytykować. Stwierdził wówczas, że ma już tego dość i już z Danielem rozmawiali o tym, że skończą tylko środek, chcą kasę, a taras mamy sobie robić sami. Tak się wkur**łam że szok. Powiedziałam że w związku z tym jaką się wynosić od razu, bo nie chcę ich już oglądać.
Banda partaczy i tyle. Jak na początku lipca brali pieniądze (z góry, bo mieli potrzeby) za remont środka, choć nie był dokończony, wiedzieli co nam się nie podoba i obiecali że poprawią. Teraz księżniczki się po obrażały i nie mają zamiaru nic poprawiać, bo jak stwierdzili: "mamy za dużo pieniędzy i nam się w dupach poprzewracało"!
A to kilka fotek ich fuszerki:
To tylko kilka rzeczy które mnie najbardziej bolą, resztę można zignorować, bo przecież nie można mieć wszystkiego.








