Kiepsko się czuję. Niemal codziennie boli mnie głowa, jestem osłabiona, blada, często miewam temperaturę powyżej 37st.C. Naprawdę czuję się bardzo zmęczona. Wczoraj to nawet trochę się zmartwiłam bo mi się śniło że poroniłam. Ostatnio sporo się działo, dużo stresów i smutków. To chyba też wpłynęło na mój stan. Mam nadzieję że te wszystkie wydarzenia nie wpłynęły na stan dzidziusia. Już się przyzwyczaiłam do tego że jest i nie chcę myśleć o tym że mogło by się coś wydarzyć. Za 2 tygodnie mam USG, a następnego dnia wizytę u gina, wtedy wszystkiego się dowiem.
Najgorsze, że tak szybko się denerwuję i wpadam w złość. Mam problem z panowaniem nad emocjami, a przecież nie powinnam się denerwować. Błędne kolo...
Nawet nie mam chęci i sił by opisać jak potoczyły się sprawy z M. Może wrócę do tego za dzień lub dwa, teraz tylko napiszę, że mu wybaczyłam. Właściwie samo się potoczyło, ze zwierzaczkiem było tak bardzo źle że nie miałam chęci i sił na sprzeczki. M. przyszedł z ogromnym bukietem 19 białych róż z przeprosinami, że czytał bloga. Długo się tłumaczył, choć dość pokrętnie. Jego głównym argumentem było to że miałam jakieś stany depresyjne, a on nie wiedział co się dzieje i jak mi pomóc, więc znalazł bloga i nim się wspomagał.
Powiedziałam mu, że to nie jest argument i bardzo mnie zawiódł, ale potem nie miałam już głowy do wracania do tematu, gdyż ważniejsze było walczenie o moją Misię.